20161101_105602 (506 x 675)
Ksiądz Jan Kaczkowski zmarł 28 marca tego roku. Walczył z glejakiem. W ostatnich latach w zmaganiach ze swoją chorobą nie bał się udzielać medialnie i mówić o swojej chorobie. W 2004 był jednym z założycieli Puckiego Hospicjum Domowego pw. św. Ojca Pio. Ksiądz Jan nie bał się mówić głośno tego o czym inni duchowni nie chcieli.
Książka jedna z jego wielu „Życie na pełnej petardzie” jest jego osobistym wyznaniem. W rozmowie z Piotrem Żyłką opowiada o swoim życiu, rodzinie, powołaniu i problemach ze zdrowiem. Zawarte są w niej poglądy na ważne aspekty życia każdego katolika. Ksiądz Jan nie zgadza się z wieloma poglądami i stawia swoje zdanie jasno. Zawsze szczery, odważny i pełen optymizmu. Urodził się jak wcześniak, walczył o życie, miał poważne problemy ze wzrokiem, później nowotwór nerki i na końcu glejak. Kiedy tworzył hospicjum nie wiedział jeszcze o swojej chorobie. Najpierw myślał o innych chorych a potem o sobie. Przez niektórych uważany za kontrowersyjnego duchownego, niektórzy bardzo go cenili. Pochodzi z rodziny, która nie była zbytnio religijna. Za to babcia zaszczepiła w nim wiarę w Boga. Ksiądz Jan opowiada o swojej drodze do kapłaństwa i problemach w seminarium. Znajdziemy też wypowiedzi na temat aborcji, in vitro i antykoncepcji. Lekarze nie dawali mu wiele czasu. Swój czas na ziemi wykorzystał do końca i nie zwalniał tępa. Tak wielu miał swoich podopiecznych i cierpiących, którzy czekali na niego i na rozmowę z nim.
Na końcu książki znajdziemy też zdjęcia ze swojego życia i posługi.